Oda do wolności | Bajka

ODA DO WOLNOŚCI
Był sobie flet, który posiadał magiczną moc. Ten, kto na nim zagrał, mógł otwierać usta, supłać aorty serc i zaciskać pięści człowieczego tłumu.
Zwykle przechowywano go na dnie skarbca państwa środka. Jednak raz na jakiś czas Władca posyłał swojego kanclerza, by wyciągnął wszystkie klucze, otworzył wszystkie zamki i wydobył flet na światło dnia.
Dźwięk fletu był nadzwyczajny – wygrywał  w o l n o ś ć  na strunach ludzkich komórek, aż drżały z niespełnienia. Był tak przenikliwy, że docierał do każdego mieszkańca królestwa, wybrzmiewał daleko poza jego granicami. Nikt po tej stronie globu nie uniknął spotkania z własną prawdą, zapisaną w trzewiach. Muzyka fletu, niby magiczne szydełko wyłuskiwała naczelną nitkę, nerw życia człowieka i popychała go w nieoczekiwanym kierunku.
Wiedział o tym władca, wiedział kanclerz, który z nosem przy ziemi przemierzał długie korytarze zamczyska, by w końcu dotrzeć do sejfu. Wiedzieli ludzie, którzy raz w życiu wysłuchali melodii  w o l n o ś c i.  Pytani o nią przez swoje dzieci i wnuki, najczęściej spuszczali głowy, by nikt nie dojrzał w ich oczach tłumionej tęsknoty i żalu za utraconą szansą. Iluż z nich usłyszało zew własnego serca, dobry i piękny, który w zderzeniu z rzeczywistością rozsypywał się w proch? Ilu pragnęło nie pamiętać o grabieżach i mordach, których się dopuściły ich ręce, tak jakby ktoś inny nimi poruszał?
Melodia fletu wyciągała z ludzi szlam życia – przegnite komórki ich myśli i ciał – jak deszczówka, która podbija poziom wód i ścieków.
Raz na jakiś czas zdarzał się ktoś, na kogo melodia – nie wiedzieć czemu – nie działała. Rzadziej ktoś, na kogo działała inaczej, niż na tłum. Oni szli jak armia, a ten stał. Miał szczęście, gdy stał na obrzeżach przelewającej się ludzkiej fali. Jeśli znalazł się w środku – poniosła go lub zadusiła. A on tylko chciał iść pod prąd, do źródła, które dziwnym trafem w sobie odkrył. Może nie przeżył, może jego głos nie dotarł do wielu. Jeśli w ogóle zdążył go z siebie wydobyć. Jednak był.
Wiedział o tym Władca. Wiedzieli o tym ci, którzy przetrwali, wybudziwszy się z szaleńczej nierzeczywistości. Z podartymi szatami, z mieczami, z nożami w rękach. Przecierali oczy. Nie słyszeli już dźwięku fletu, lecz ciszę, która mieszała się z zawodzeniem. Skrwawionymi rękami zakasywali rękawy, zaciskali zęby i odbudowywali domy. Osadzali bramy, chowali braci i wrogów do tej samej trumny. I zasłaniali dzieciom oczy.
Władca zaś wiedział, że raz na jakiś czas należy spuścić z ludu krew, ulać piany gniewu jak szumów z gara, w którym warzy się rosół. I robił to z precyzją zegarmistrza i okiem astronoma. Tak zaczynał każdą wojnę, każdą rewolucję, dolewając oliwy do ognia  w o l n o ś c i:  nie możemy się cofnąć! To oznaka słabości! – brzmiało w umysłach pokoleń.
Pewnego dnia zauważył, że ludzi poróżnił język i zwyczaje. Posłał więc kanclerza po flet. Pierwszy raz nie po to, by na nim zagrać, lecz by stworzyć kopie instrumentu. Flety-dzieci duszą złączone z protoplastą muzycznego rodu. Rzemieślnicy drżącymi rękami poczęli strugali repliki. Nikt nie wiedział, po co światu więcej magicznych fletów – po tej i po drugiej stronie globu. A Władca już układał w głowie symfonię dźwięków, które rozlegną się w każdym królestwie i przeszyją świat melodią w o l n o ś c i.  I drżał z przejęcia.
Władca brał do ręki każdy nowy flet, by tchnąć weń swego ducha. Gotowe instrumenty wysłał królom i królowym wszystkich państw. A oni radzi władzy, jaką zyskali nad ludźmi, bili Władcy pokłony.  Zdarzało się, że to czy inne królewiątko – miast ukryć flet głęboko w państwowym skarbcu – pragnęło poznać czar i moc dobywającej się zeń muzyki. Przyłożywszy jednak instrument do ust, nie było w stanie dobyć żadnego dźwięku. Raz czy dwa udało się to komuś, lecz co najwyżej zamkowy kucharz przesolił zupę lub przypalił karmelizowaną posypką cukrową na wierzchu crème brûlée. Nikt nie mógł użyć fletu bez rozkazu Władcy, bez przenikliwego dźwięku „ojca” wszystkich fletów, od którego mury kruszały w posadach, a ludzie tracili zmysły.
Na ów dźwięk flety-dzieci same budziły się z uśpienia. Wówczas okazywało się, że nie to królewskie rody władają ziemiami i ludźmi, a dźwięk wydobywający się z drewnianego instrumentu. Przez jego otwory wieje wiatr historii. Przebudzone flety grały dotąd, dokąd Władca ich nie uciszył. Nie mogli się przecież wszyscy zasiec motykami, mieczami, słowami. Nad kim by wtedy panował? Byłby wówczas władcą samotnym, bez poddanych. Czy taka władza miałaby sens? Nastałaby nuda. A okrutnie nie lubił się nudzić. Można powiedzieć, że na swój sposób, darzył ten ludzki motłoch sympatią. Tak jak brat marnotrawny kocha młodsze rodzeństwo.
Patrząc na ludzi pijanych  w o l n o ś c i ą,  rozsierdzonych, skrwawionych, wpadał w stan nieziemskiej rozkoszy, jakby przypominał sobie chwile, gdy mógł jeszcze szybować w przestworzach. Ta masa, pogardzana i znienawidzona przez niego u korzeni jej tożsamości, dawała mu poczucie realności Bytu, przyklejała go mocno do Istnienia. W jakimś stopniu szukał w swoich cieniach promyka upodobania w ich marnym losie. Wtedy czuł się Panem świata.
Kiedyś ze zdumieniem dokonał pewnego odkrycia. Największe spustoszenie siała muzyka fletu, który przypadkiem lub nie, trafiał w ręce ludzi dotąd niszczonych. Tych, którym odmawiano praw, zamykano usta, pętano kruche struny ciał. Od tej pory bez wahania zrzucał z tronów królewięta, a wywyższał ukorzonych niedolą. Tym piękniejsza muzyka rozlegała się wówczas w świecie – Oda do  w o l n o ś c i.
*
Przeczytaj, zrozum, nie hejtuj. Nie ma potrzeby. 💙
To nie jest protest song, opozycja wobec kogokolwiek, tylko bajka, która być może nigdy się nie wydarzyła, a wszelka zbieżność z rzeczywistością może być przypadkowa.
Bo ja mam tylko moje słowa. Mogę nie mieć racji. A Ty?
Rubbestadneset, 28. października 2020.
*
Inne moje bajki: Miecz, Zimowa opowieść 2019.
Wszystkie prawa zastrzeżone
2 Odpowiedzi
  • Katarzyna Katisha Winters
    31 października, 2020

    Nawet jeśli różnimy się poglądami, wspieram Cię. Każdy ma swoją rację, każdy widzi świat z innej perspektywy i każdy ma swoje przeżycia, które ukształtowały go w ten, czy inny sposób. Staram się wysyłać w świat energię dobra. I dziś wysyłam także Tobie ciepłe myśli. Piękna bajka, Olgo! Ściskam

  • Olga Bartnik
    2 listopada, 2020

    Dzięki, Kasiu. Dokładnie tak, poglądy wynikają z naszych wartości, doświadczeń, wyborów, których dokonaliśmy w drodze. Jest jednak jeszcze inny poziom, głęboko ludzki, na którym dostrzegasz podobieństwa mimo różnic i porozumienie jest możliwe, bo mówi o ludzkim sercu. Ściskam, Olga

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.