Tag #wiersz

Literatura jest kobietą | Wiersz

by

Literatura jest kobietą   Literatura jest kobietą chwyta poły jesiennego płaszcza ściąga trzyma za serce cudzą historią co w tafli zwierciadła przybiera twój kształt dosiada grzyw fal z prędkością światła gna  jak foton – nosiciel idei zero masy  to cząstką to falą się niesie elementarnie niemagnetycznie magnetyzuje zwoje uniebieszcza ciała dusz niewygasłych niedopalonych   Rubbestadneset, 13.10.2020   Wszystkie prawa zastrzeżone

Cisza | Wiersz

by

Cisza   Cisza drzemie w górach łyse wysokie czoła skał skierowane w morze wiatr wczesał warkocze wikingów w dywan płowych traw płaskie twarze śpiące oczy nosy wgniecione ludzkimi butami nic im nie przeszkadza oddychać swój i cudzy ciężar nosić bez słów bez jęku przywilej długiego trwania   Cisza schodzi z gór do mojego serca   Rubbestadneset, 29.września 2020   Tango, Wrażliwość mężczyzny, Ubiorę się, Na co ci, Kobieta, A o czym myślałeś, Dla Marysi, Piec, Kamień, Kamień ...

Jesienią | Wiersz

by

JESIENIĄ Jesienią wymieć stare wiersze jak liście, nie trzymaj ich w szufladach, zrób przestrzeń świeżym myślom. Drzewa nie roztrząsają krzywd, pozwalają odejść dzieciom złotym, żółtym, oranżowym rozścielić się dywanem pod nogami brzozy, dębu, topoli. Same rozciągają nerwy ramion spijają blade słońce nasiąkają deszczem ubierają płaszcz z kory, unoszą kołnierz, chwieją się na wietrze, mocniej zapuszczają korzenie, gdy słoje śnią już o wiosennych pąkach. Rubbestadneset, 3.10.2020 Tu znajdziesz inne moje wiersze: Tango, ...

Na rogu | Wiersz

by

Na rogu   Czekam na ciebie na rogu ulicy spowita niewidzialnym płaszczem tajemnicy jak żul godzinami bujając się stoję żebrzę o grosz uwagi, już nawet nie twojej.     Usta pociągnięte karminowym złotem może mnie dostrzeżesz podbiegniesz z furkotem skrzydeł swoich lśniących, układnie złożonych w cudze wargi zapatrzonych.     Wydarta jak kartka blada ulubionej książki łopoczę na wietrze, brakuje mi wstążki by chwycić i na powrót wkleić – tylko dwie ...

Schody II | Wiersz

by

Schody II   Ki diabeł mnie podkusił wygodnie, ciepło jechać blaszaną pozytywką zamiast iść na dziewiąte piętro ding dong na każdym piętrze rozwarcie wsiadamy zamknięcie coraz ciemniej i ciaśniej każdy udaje, że sam tam stoi nie ociera się o obce rękawy i spiczaste kąty aktówek przypadkowość spotkań spojrzeń mrugnięć dotyku uśmiechy wysłane do własnych myśli odbite od aluminiowych ścian przycisków, poręczy trafiają do kogoś przez przypadek mówią w życiu nie ma przypadków są liny na których zawieszona ...