Na wiedźmę | Ballada

Na wiedźmę

 

Mówili: kobieta to ziemska podnieta
nie rzucaj pod stopy jej róż.
Omami zakręci powrozem uwieńczy
tuzin nocnych serenad i już.

 

Ty pragniesz jej włożyć
pierścionek ukorzyć
swe serce tępe jak nóż.

 

Ciem srebrnych kaskady
i życia tyrady
podkreślą policzków jej róż

 

A ja ją rozpieszczę
w noc gwiazd rozniebieszczę
piękniejszą od anielskich dusz.

 

Ona – matrona panna żona
wiedźma – kto się boi ten tchórz.
Co się w tańcu wygięła
do różańca przylgnęła
w trwodze czekania i burz.

 

Gdy już przyjdzie godzina
zadzwoni dziewczyna
do Piotra strzelistych bram.

 

Raz dwa chłop przetrze oczy
do zamka przyskoczy
kluczy pęku dobywa
na pięcie się kiwa
na cześć Boską przysięga
na kolano przyklęka
oniemiały bogactwem jej barw.

 

Ona w siedmiu odsłonach
w muślinowych ramionach
w dżinsach lnach i bryczesach
jedwabistych ekscesach
w trykotach na jawach i w snach.
Duszę w piersi wypręża
niebo szturmem zwycięża
rozszerza wieczności gmach.

 

Wszak to się opłaci
pięknu w czystej postaci
rozewrzeć jak wrota ramiona.
Zetrzeć w proch wszystkie złości
posłać precz samotności
utulić w zaklęciu miłości.

Napisz pierwszy komentarz.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.